| ° Forum ° Odpowiedz ° Rejestracja ° Szukaj ° | |
|
Internetowa autogiełda - części.
Gry i piosenki on-line |
| Zobacz: / Kolarstwo / Velkopolomske Okruhy SPAC |
| Autor | Wiadomość |
| mirek calzone
|
Posted: 15 Sier 2008 15:43:51 Z lekkim opóźnieniem ale jednak zrelacjonuję ten wyścig, bo był to jeden z najlepszych jakie mi się przydarzyły do tej pory. Żeby nie było, że jeżdżę tylko czasówki, które nie należą do najciekawszych w opisie wydarzeń ;-) Więc impreza odbyła się na drugi dzień po czasówce w Bohuminie, a że z powodu tej czasówki przez 2 dni miałem deficyt TSSów wypadało przypalić co nieco i to najlepiej na wyścigu. A ten od razu przypadł mi do gustu - "okruh" oznaczało pętlę ok. 15km na której dominowały dwa solidne podjazdy, czyli praktycznie wyścig górski (skądinąd lubię takie pętelki po górach, hehe). Dodatkowa motywacja wynikała z nowej ramy, poskładanej kilka dni wcześniej i domagającej się testu. Dodajmy idealną słoneczną pogodę i naprawdę chciało mi się pojechać i powalczyć, co mi się nieczęsto zdarza... O 11.00 startowała elita, czyli kategoria A, 5 minut później my, czyli kategoria B + juniorzy do lat 18. Do zaliczenia było 6 "okruhów". Meta była usytuowana na szczycie drugiego podjazdu, więc na początku był zjazd, potem kilka zakrętów i zaczął się pierwszy podjazd na pierwszym kółku. Przesunąłem się do przodu, bo na zacienionym zjeździe trzymałem się asekurancko z tyłu, spojrzałem na powertapa i... to samo, co zawsze - 400W. Tak jest zawsze, wyścig to nie interwały L4 gdzie się uważa na utrzymanie stałej mocy. Pierwsza górka i od razu WSZYSCY idą w trupa, dyszą jak parowozy, nie ma zmiłuj. Około 30-osobowy peletonik rozciągnął się mocno, zaczęły się zjazdy, potem płaskawy odcinek z dziurawym asfaltem. W końcu dojazd do głównej drogi i drugi podjazd, ten kończący się na mecie. Po pierwszym kółku grupka zmniejszyła się o 2/3 i zostało nas w sumie chyba 9-ciu. Drugie kółko wyglądało podobnie, ale po nim zostało nas już 7-miu. Na trzecim okruhu, zgodnie z relacją jednego z uczestników - "odjechała" trójka zawodników, w tym ja. Ale nie było w tym jakiegoś ataku czy przyspieszenia, po prostu naturalna selekcja wynikająca z faktu, że o ile zdecydowana większość zawodników podjedzie jeden krótki podjazd na 400 watach to sprawy zaczynają się komplikować po 6-ciu takich podjazdach... a gdzie tam pozostałe 6 ;-) Tak więc zostało nas trzech, Marcel, Libor i ja. Marcela znałem dość dobrze, gabarytowo podobny do mnie. Dobry na krótkich górskich czasówkach - objechał mnie na Kozińcu, ale ja go objeżdżałem na dłuższych. Libora słabo kojarzyłem, ale jego obawiałem się najbardziej. Gość o wiele lżejszy ode mnie, jak depnął na jednej krótkiej ale ostrej hopce to piszczałem mocno. Przejechaliśmy te 4 kółko, dając zmiany gdzie wypadało, idąc mocno tam gdzie zwykle, ale pod koniec Marcel odpadł. Wtedy to Libor ciągnął pod drugą górkę, więc to nie moja wina ;-) Ja jedynie poprawiłem na płaskim i zjeździe dając ciut mocniejsze zmiany niż zwykle, by mieć pewność, że Marcel "se ne vrati" ;-) Zostałem sam na sam z Liborem i zacząłem kombinować jak to rozegrać. Pomyślałem sobie, że na jego miejscu nie urywałbym siebie przed ostatnim kółkiem, bo i po co, przecież na zjazdach i płaskich odcinkach mu się przydaję. Faktem jest, że na pierwszym podjeździe 5-go kółka Libor szedł nieco mocniej niż zwykle, migało mi +420 watów. Trzymałem się za nim i widziałem jak ogląda się kontrolując mój stan, hehe. I tak dojechaliśmy na ostatni okruh. Wjeżdżając na ostatnie 15km miałem już plan gotowy :-) Nie mogłem ryzykować i czekać na ostatni podjazd do mety. Libor wyglądał na rasowego górala i czułem, że na ostatniej, stosunkowo krótkiej i stromej górce mogę mieć spore problemy. Musiałem zaatakować wcześniej, na pierwszym podjeździe ostatniego kółka czyli w sumie przedostatnim podjeździe. Bo to właśnie po nim miałem szansę na utrzymanie lub powiększenie ewentualnej przewagi na zjazdach i odcinku płaskiego. No więc zaczął się ten przedostatni podjazd. Postanowiłem zrobić to, co Libor poprzednio i bez szczególnych oznak podniety wkręcić się "lekko" na +440W, pojechać tak chwilę i obserwować Libora. Cóż, trzymał się cały czas za mną, ale przynajmniej nie wychodził do przodu. Zaczęliśmy przechodzić grupkę maruderów z elity, wśród nich niestety moich kumpli ;-) i jeden krzyknął: dawaj Mirek, urwiesz go!!! Mimo że byłem już nieco zagotowany wstałem na pedały i szarpnąłem mocno kończąc zabawę w "zobacz jak spokojnie sobie jadę, a ty już umierasz" ;-) Oj, wtedy poczułem jak to boli... Zerknąłem w tył raz - Libor się trzyma, zerknąłem chwilę później - trzyma się skurczybyk, jeszcze chwila i poczułem że zaraz spłynę, ale spojrzałem i... Libor był 5 metrów za mną (!!!) Na szczęście podjazd się zaczął kończyć i niedługo zaczynało się kilkusetmetrowe wypłaszczenie przed zjazdami. Przysiadłem więc sobie na siodełku, bo nie byłem w stanie ciągnąć tego dalej. Potrzebowałem kilku, kilkunastu sekund regeneracji. Domyślałem się jak to wygląda i Libor zareagował stosownie, mając nadzieję że jednak mnie dojdzie. Więc zaczął wściekle dochodzić... Ale te kilkanaście sekund mi wystarczyło. W momencie, gdy zbliżył się do mnie na jakieś 2 metry zaczęło się wypłaszczenie. Wtedy dałem blat i depnąłem z furią jakbym szedł sprintem do mety. Na powertapie pokazał się nawet kilowat. Rzucałem rowerem na lewo i prawo, ale musiałem dać z siebie wszystko, to była ostatnia szansa. Zaczął się zjazd, ale jeszcze resztką sił rozpędziłem się z górki, by nabrać prędkości przed zwinięciem się w pocisk aero ;-) Spojrzałem w tył - Libor był co najmniej 30 metrów za mną, jeśli nie więcej. Dalej poszło już spokojnie, oglądałem się co jakiś czas ale na zjazdach i płaskim tylko powiększałem przewagę. W końcu w ogóle straciłem go z oczu i ostatnią góreczkę mogłem wjechać w miarę spokojnie, co nie znaczy, że poniżej 400W ;-) Na mecie Libor stracił do mnie około minuty. Jeśli ktoś lubi humor wynikający z czytania czeskich tekstów, to polecam krótką relację na www.spac.ic.cz/ |
| Aksak
|
Posted: 15 Sier 2008 22:46:40 Ty vole, kraaaasne! Cakame viac, tak to pokracuj! S pozdravom Lechu :D |
| matb
|
Posted: 15 Sier 2008 23:10:52 Z lekkim opóźnieniem ale jednak zrelacjonuję ten wyścig, bo był to
jeden z najlepszych jakie mi się przydarzyły do tej pory. Żeby nie było, że jeżdżę tylko czasówki, które nie należą do najciekawszych w opisie wydarzeń ;-) Mirek, to Ty teraz jeździsz w zagranicznym klubie? 8-o |
| mirek calzone
|
Posted: 16 Sier 2008 06:02:53 Mirek, to Ty teraz jeździsz w zagranicznym klubie? 8-o
A proč ne? ;-) |
| Przemek Gawel
|
Posted: 18 Sier 2008 10:20:25 świetna narracja :) |
| Tomasz Jakubowski
|
Posted: 20 Sier 2008 20:47:08 (...)
Tradycyjnie - słowa uznania. (...)Zaczęliśmy
przechodzić grupkę maruderów z elity, wśród nich niestety moich kumpli ;-) i jeden krzyknął: dawaj Mirek, urwiesz go!!! Mimo że byłem już nieco zagotowany wstałem na pedały i szarpnąłem mocno kończąc zabawę w "zobacz jak spokojnie sobie jadę, a ty już umierasz" ;-) Oj, wtedy poczułem jak to boli... Zerknąłem w tył raz - Libor się trzyma, zerknąłem chwilę później - trzyma się skurczybyk, jeszcze chwila i poczułem że zaraz spłynę, ale spojrzałem i... Libor był 5 metrów za mną (!!!) (...) A tu ciekawi mnie jak potoczyłaby się akcja, gdyby nie prowokacyjny okrzyk kolegi ;-) To był bez wątpienia doping ambicjonalny ;-) |
|
Sport - rozmaite formy aktywności fizycznej i umysłowej, podejmowane
dla przyjemności lub współzawodnictwa.
Od zwykłej rekreacji sport różni się tym, że uprawianie go jest związane z przestrzeganiem szeregu reguł obowiązujących w danej dyscyplinie, jednak praktycznie granica między sportem i rekreacją jest dosyć płynna. Taka jest definicja sportu na Wiki - http://pl.wikipedia.org/wiki/Sport. A czym sport jest dla Ciebie ? © 2001-2012 Polityka Prywatności }{ cytaty dowcipy kumy opisy gg transport yemin |